Majowe śniegi Maj10

Majowe śniegi

Ciekawe jak tu wyjść na rower w maju – jak śnieg pada? Przecież zabić się można, nie mówiąc już o kwestii zdrowia i kataru… Dzieciaki to mi już trzeci tydzień chodzą zakatarzone – bo z dnia na dzień zmienia się pogoda i nie wiadomo jak się ubierać. Rano zimno, po południu ciepło, wieczorem też chłodno. No ale te śniegi to przebiły wszystko. Myślała, że wpadnę w depresję jak wstałam rano i zobaczyłam, że za oknem jest biało… człowiek czeka na te chwile ze słońcem, niby środek wiosny, wszystko w ogródku zasiane – a tutaj taka sytuacja… Pozostaje tylko siąść na rowerek stacjonarny i pojeździć sobie w domu i złapać trochę kondycji. Bo jak tak dalej pójdzie, to od razu z zimy przejdziemy do lata i nie będzie czasu na wymodelowanie swojego ciała do...

Siłownia

Nie wiem czy Wy też – ale ja swego czasu zastanawiałam się co mogłabym robić dla siebie na co dzień tak żeby po 1 – żeby miało to pozytywny wpływ na moje zdrowie po 2 – żeby było przyjemne – bo wiadomo, że jeśli nie będzie to miłe – to po kilku miesiącach ( o ile będę wytrwała…) przestanę to robić… Niektórzy np czerpią radość z biegania, inni wolą jeździć na rowerze – jeszcze inni chodzą na fitness, a ja znalazłam swoje hobby na siłowni. Poznałam bardzo fajnego trenera, który pokazuje mi co i jak używać i naprawdę dobrze się tam czuję. Nie muszą chodzić na wybraną godzinę, bo siłownia otwarta jest od wczesnych godzin porannych – aż do nocy, więc nie ogranicza mnie czas, robię tyle ile chcę i generalnie bardzo mi się to podoba. Chodzę na siłownię regularnie 2 razy w tygodniu. Utrzymuję dobrą formę, utrzymuje swoją wagę i mogę sobie pozwolić od czasu do czasu na odrobinę przyjemności...

Nic mi nie przeszkodzi! Lut12

Nic mi nie przeszkodzi!...

Nie wiem, co jeszcze dzisiejszego dnia może pójść nie po mojej myśli. Od rana miałam problemy w pracy. Urywały się telefony, każdy coś chciał, a przecież nie mogłam nic poradzić na to, że nie mamy internetu i nawet nie mogę podać pracownikom do wiadomości, ile im zostało wolnego urlopu. Dobrze, że zbliża się mój urlop, bo jestem już tak zmęczona, że najchętniej wyszłabym od razu. Od rana dzień nie zapowiadał się dobrze, a wizja zakupów w sklepie budowlanym nie napawała mnie wcale większym optymizmem. Mąż szukał kleje do glazury i jakiś innych pierdółek, które miały mu być potrzebne do remontu w domu. Poszłam więc za ten czas na kawę, bo ostatnie na co miałam ochotę, to spacery po sklepie. Długo go nie było, a ja już zdążyłam wypić drugą kawę. Zaczęłam się niecierpliwić. Jak zadzwoniłam okazało się, że utknął gdzieś na innym dziale i czym się tam zafascynował. A ja myślałam, że zapuszczę korzenie w tej kawiarni. Nim wróciliśmy, był już wieczór, a ja miałam wszystkiego serdecznie dość. Ale nic nie może sprawić – że nie pójdę na wieczorny jogging! Musiałby się chyba świat zawalić! Przebiegłam 5km i czuje się o wiele lepiej. Nerwy puściły, wrócił spokój;) Teraz mogę iść na imprezkę...